czwartek, 23 lutego 2017

Baner na blog







Stara znajoma jeszcze z czasów LO ( czy Wam też się wydaje, że używanie określenia "stara znajoma" gdy się jest grubo po 30-ce :)brzmi trochę niestosownie?) poprosiła by pomóc jej zrobić

baner


na jej nowym, bajkowym blogu.
Nigdy nie zajmowałam się banerem na cudzym blogu :), więc podeszłam do tematu dość nieśmiało.
Sam napis, napisał się jeszcze podczas picia kawy ze starą ( ale bardzo jarą! :))znajomą.
Co do reszty miałam mnóstwo wątpliwości.

I mam je nadal.
Może pomożecie?

Który z banerów podoba się Wam najbardziej?
Słów krytyki w ogóle nie zniosę;).Tego typu komentarze usunę od razu. Wystarczy mi, że w domu jestem tą która najgorzej rysuje ;).


1.


Kontrastowy, graficzny z mocnym akcentem jak ten na górze?



2.


Czy może jednak , bardziej pastelowo i słodko? W końcu to portal dla dzieciaków.



A może mniej kolorowo, bardziej stylowo i graficznie?


3.






A może z jednolitym niebieskim tłem?

4.




A może by jednak więcej poopowiadać.. W końcu to blog bajkowy. I narysować różowy zamek i fragmenty stalowej zbroi na której umieścimy litery?


5.


niedziela, 19 lutego 2017

Planner zmieniający życie tydzień 3 :)

Ślę Wam kolejny tydzień mojego plannera, do którego instrukcję zamieściłam TU.
I mam nadzieję, że Wam lepiej całe planowanie wychodzi, bo u mnie jest jednak z tym kiepsko.
Zaległości może się i nadrabia , ale przyjemności jakoś nie. ;)
Miłego tygodnia!



czwartek, 16 lutego 2017

Cała prawda o blogerach



W psychologii znane jest zjawisko

 "przeniesienia".


Jak ono wygląda u blogujących ( np. u mnie ;))?.
Ano tak :









>


Teraz już wiecie dlaczego czasami moje wpisy nie chcą się skończyć :)
Tak. Wiem.
Mam "fazę" na rysowanie domowych komiksów.
Dzieci lubią i proszą :)

niedziela, 12 lutego 2017

Planner zmieniający życie :) - tydzień drugi

Jak tam?
Planujecie kolejny tydzień z moim plannerem o którym pisałam Wam tydzień temu TU :)

Przyznam, że u mnie łatwo nie jest .

W zeszłym tygodniu były chyba 4 dni z rzędu pod dyktando Dnia Zaległości, choć planowałam inaczej.
Łudzę się, że w tym tygodniu "odbiję" sobie i będę mieć 4 Dni Przyjemności haha.
Tylko nie - Dni Pozytywne!( bo nie ma dla mnie cięższej roboty ;))


Podrzucam Wam kolejny tydzień i sugestię jednej z czytelniczek bloga, by samemu podopisywać kolejne zadania ( zgodnie z własnymi potrzebami).

Miłego tygodnia!
A przynajmniej jego planowania ;).


poniedziałek, 6 lutego 2017

Planner, który odmieni Twoje życie :)








Spieszę do Was z wielką nowiną.
Udało mi się opracować rewelacyjną metodę na osiągnięcie sukcesu na miarę Bila Gatesa, Stephena Hawkinga, Melanie i Donalda Trumpa w jednym. :)

Wiecie dlaczego tak mało z naszych rozpisanych skrupulatnie godzina po godzinie, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu planów  zostaje zrealizowanych?


Po pierwsze dlatego, że konstruujemy je zbyt drobiazgowo i dalekosiężnie.
Tego typu programowanie nie leży w naturze człowieka.
Pomimo porównań  ludzkiego  mózgu do komputerów  nie jesteśmy jednak bezduszną maszynką do realizacji zadań.
Gdzie w naszych plannerach  miejsce na emocje? Nastroje, drobne niedyspozycje, kaprysy?



G d z i e   m i e j s c e   n a   p r z y j e m n o ś c i ?!



Gdybyśmy skupili się na planowaniu przyjemności, mielibyśmy mniej problemów z realizacją naszych planów.
Proste? Proste.
I genialne :)
(Sami widzicie - dopiero drugi tydzień korzystam z mojego ZMIENIAJĄCEGO  ŻYCIE plannera a już mi tak samoocena wzrosła. :))


Efektywnemu planowaniu sprzyja również


m e t o d a   m a ł y c h   k r o c z k ó w.



Rozumiecie?
Nie od razu biust a'la Melanie i stanowisko a'la Donald. Na początek dobrze będzie jak zrobimy gimnastykę a'la Mr. Bean ( tak, najmłodsza wciąż ogląda :) - czyli przenoszenie ciężaru ciała z jednej nogi na drugą) i zgłosimy swoją kandydaturę do " trójki" klasowej :).


Jakiś czas temu w poście o SZTUKOTERAPII wspominałam Wam o mojej wakacyjnej, studenckiej pracy w niemieckiej klinice na oddziale psychiatrii.
Pracowałam tam przez kilka tygodni z niezwykle sympatyczną i energiczną Chorwatką.
Praca nie należała do szczególnie przyjemnych min. ze względu na rodzaj schorzeń tamtejszych pacjentów.
Oddział był wprawdzie luksusowo wyposażony, ale wiadomo chory człowiek to chory człowiek niezależnie od otaczających go gadżetów i przyjaznego wnętrza.
Chorwatka pracowała tam już  ładnych parę latek i najwidoczniej, żeby do końca nie zbzikować umilała sobie pracę dzieląc roboczy tydzień na poszczególne dni i przypisane im ZADANIA SPECJALNE. :)

I tak czwartek był na przykład Dniem Kątów :). W oryginale :" Ecke-Tag"
Ha ha
Już widzę Wasze miny.
W Ecke-Tag Chorwatka ( a ja za nią)  z werwą chodziła od kąta do kąta  chlustała  w nie  wodą  i  z zapałem szorowała.

Poniedziałek był Dniem Okien ( Fenster-Tag ), a że cały oddział był praktycznie przeszklony ( ze względu na bezpieczeństwo pacjentów - musieli być stale pod kontrolą) toteż... dobrze ten dzień zapamiętałam :). Ja i moje plecy. :)

Reszty Zadań Specjalnych  już nie pamiętam, ale wiem, że oddział lśnił czystością rzadko spotykaną. :)

Powiem szczerze, że pomimo ogromnej sympatii jaką odczuwałam dla owej Chorwatki uważałam wtedy że jest zdrowo stuknięta  i cały czas kombinowałam jak uciec od tej "szurniętej baby" na inny oddział .

Była typem zadaniowca, ciągle miała jakąś misję do zrealizowania ( w tamtym czasie posiadała już 3 dzieci, robiła prawo jazdy, coś tam studiowała) i w dodatku była bardzo z siebie zadowolona. :)

No wariatka mówię Wam :).
A teraz po 10 latach jeszcze mnie zainspirowała ! Taka niespożyta , dalekosiężna energia ! :)


Pomyślałam sobie, że to wcale nie takie głupie przypisać poszczególnym



d n i o m    t y g o d n i a    Z A D A N I A   S P E C J A L N E




Życie czasem przecież przypomina taki psychiatryk :) i może żeby się w nim do końca nie pogubić, nie zwariować i nie pozwolić się rozproszyć innym wariatom ;)  warto czasem wspomóc się uporządkowanymi i przejrzystymi wskazówkami.

W moim ODMIENIAJĄCYM  ŻYCIE  plannerze :) przydzieliłam ZADANIA SPECJALNE  zaledwie 6 dniom tygodnia, żeby mieć jakąś rezerwę i poczucie luzu ;).
( I jakieś miejsce na bunt, kiedy będę rzucać plannerem po ścianach i mówić o "kant d.. to wszystko  rozbić " :)).

Sami decydujemy, któremu dniu tygodnia przyporządkujemy konkretne zadanie. ( Mamy tu znów miejsce, na nastroje, kaprysy i inne zawahania :))







Dzień pozytywny to taki dzień w którym oprócz swoich standardowych zadań w  pracy, w opiece nad dziećmi, florą fauną itp. skupiamy się na myśleniu pozytywnym.


(Nie jest  to moja mocna strona stąd taki przyszedł mi do głowy pierwszy pomysł. A że chodzi w sumie o zaledwie 1 dzień w tygodniu hehe to jakoś, w ramach, ćwiczeń daję radę.. :)).





Dzień pozytywny to taki dzień w którym rano mówimy wszystkim domownikom z uśmiechem na twarzy "Dzień dobry", liczymy do 100 ( albo i 1000)  zanim wściekniemy się na nasze dzieci, małżonków, klientów/szefa, księgowego, koty, psy i robale żrące paprotkę.
Uprzedzam, że początki mogą być trudne.

Mąż np. w moim pierwszym Pozytywnym Dniu, patrzył na mnie podejrzliwie i usilnie dopytywał czy nadal piję ten babciny syropek na kaszel na spirytusie. :)


czwartek, 26 stycznia 2017

DIY - korona dla królewny i wspomnienie stycznia








Zacznę od wspomnień.




Styczeń w Gdańsku był piękny, naprawdę.
Taki za jakim tęskniliśmy całe 3 emigracyjne lata.:)
Szkoda tylko, że mogliśmy patrzeć na tę magię tylko przez okno.:






czwartek, 22 grudnia 2016

3 proste dekoracje świąteczne - DIY









Jest kilka bardzo prostych dekoracji świątecznych, które uwielbiam i które zawsze "zrobią " klimat :).
Można je wykonać dosłownie w parę minut i wcale nie trzeba być wybitnie plastycznie uzdolnionym :)
A więc dla wszystkich spóźnialskich :), którzy właśnie rozglądają się po swoim zupełnie nie-świątecznym mieszkaniu :


1.Śnieżynka



Myślę, że śnieżynka nie raz pojawiała się w blogowych DIY.  :).
Ale dla tych co o śnieżynce-pomponie zapomnieli, krótki przewodnik :











wtorek, 20 grudnia 2016

Wyniki losowania









Bardzo dziękuję Wam za  życzenia z okazji blogowego roczku i za liczne komentarze.
Ja tu sobie często śmichy-chichy na blogu urządzam, ale bywam jednak mocno zasadnicza :) i w związku z tym że część komentarzy nie spełniała warunków uczestnictwa w konkursie (o którym pisałam TU) to do losowania wytypowałam zaledwie 5 osób :) .


Wszystkie karteczki zostały odwrócone, wymieszane, moje dziewczyny zawiązały mi jakieś rajtki na głowie ( mało wyjściowe, więc zdjęć nie będzie :)), okręciły kilka razy i mogłam losować.


I wyłowiłam taką oto chmurkę :) :


 


Gratulacje!

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Grenlandia w Gdańsku







Chciałabym się Wam pochwalić, że sala przedszkolna naszej najmłodszej, którą miałam okazję wraz z innymi  ( bardzo, bardzo zaangażowanymi ) rodzicami w prezencie mikołajkowym dla naszych pociech dekorować - zajęła (jednogłośnie!) pierwsze miejsce. :)

Dzieciaki w nagrodę pójdą do kina.
A więc trud się opłacił :).
Żartuję, żaden trud - duża przyjemność. 

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Idą Święta..







To, że mniej mnie na blogu wcale nie oznacza, że zapadłam w sen zimowy, albo że przynajmniej błogo leniuchuję z wielkim kubkiem herbaty z cytrynką i 1000-stronicową powieścią idealną na jesienne wieczory. :)
To, że mniej mnie na blogu oznacza, że zajęć mam za dużo jak na jedną , jesienną polską mamę. :) i zupełnie nie mam czasu na błogie leniuchowanie czyli pisanie bloga :).

O, i to jest właśnie pierwsza rzecz, która uległa zmianie po powrocie do kraju:


Nie mam na nic czasu :).



Polacy są generalnie narodem biegaczy - ciągle gdzieś pędzą.

Powiem Wam, że to też była pierwsza rzecz na jaką zwróciłam uwagę po naszym powrocie z sielskich, spokojnych Niemiec.
Ja jeszcze rozumiem, że Gdańsk w którym obecnie mieszkamy jest taki  właśnie - rozbiegany -  zresztą jak i każde większe europejskie miasto ( również w Niemczech), ale my zatrzymaliśmy się początkowo w małym miasteczku oddalonym od Gdańska o 50 km, adekwatnym wielkością do miasteczek z jakimi na co dzień mieliśmy do czynienia w N. i przez pierwsze dni zastanawialiśmy się nieustannie


dokąd Ci wszyscy ludzie wokół nas pędzą?



Żartowałam nawet do męża, że może oni wiedzą o czymś o czym my nie wiemy i np. robią zapasy ?
Wody pitnej, chleba, mąki, cukru, bo większość z tych ludzi miała ze sobą jakiś tobołek ( siaty) czego w N. też się na co dzień nie widziało.

wtorek, 29 listopada 2016

Jak ozdobić donice na kwiaty








Meblowanie (a właściwie zwożenie naszych gratów i upychanie ich w nowej, tymczasowej przestrzeni) trwa.
Wreszcie mogę zafundować sobie prawdziwą MIEJSKĄ DŻUNGLĘ :)
w wersji mini.
I nie ma tygodnia by nie przybył do nas nowy zielony lokator.
Bardzo mnie to cieszy.
Męża mniej. :)
Wraz z zagęszczaniem się "dżungli" pojawił się problem ozdobienia /okrycia donic :).
Długo szukałam czegoś idealnego i najbardziej odpowiadały mi wszelkie dziergane i plecione kosze, na przykład takie jak u Agi z ReGreen Your Life:







Ale ogrom pracy :) włożonej w wykonanie takiej osłonki, ewentualnie zasoby finansowe jakie trzeba byłoby przeznaczyć na zakup tego typu koszy nieco mnie studził w zapale. :)

Aż tu nagle podczas wyrzucania kolejnego worka zdartych do cna legginsów, rajstop, dresów i innych przyszło mi do głowy, że taka jedna nogawka legginsów odpowiednio przycięta idealnie ubrałaby przynajmniej jedną donicę!

Roboty przy tym zero.
Dosłownie dwa ciachnięcia.
Jedno wywinięcie.

I voila !


Kaktus pięknie ubrany.

Portfel cały, getry dostały drugie, a właściwie i 3 życie.
A ja mogę z poczuciem dobrze wypełnionej misji iść spać.:)

Dobranoc.

czwartek, 17 listopada 2016

Projekt sypialni - film

Marzyła mi się kiedyś filmówka,ale coś po drodze mnie zatrzymało.
Ale jest.
Mój pierwszy film.
magia ruchomych obrazków :)
Mogę umierać .
 :)





Przepraszam za jakość!
Następnym razem będzie lepiej.
Może.

środa, 9 listopada 2016

Projekt sypialni wersja 2



Dziś druga wersja projektu sypialni, tym razem bardziej industrialna niż poprzednia.
Poprzednią możecie zobaczyć TU.
Założenia te same :
czerń, biel, szarości i sklejka, szczypta różu i obowiązkowo mój ulubiony motyw księżyca.





Zbliżenie na zagłówek ze sklejki ( tak wiem , nigdy nie będzie tak fantazyjna jak na tej wizualizacji , ale dałam się ponieść :))





Która wersja bardziej Wam się podoba?



piątek, 28 października 2016

Projekt sypialni



Pierwsza wersja ostatniego projektu sypialni .
O tyle dla mnie sympatycznego, że miał w roli głównego akcentu wystąpić motyw księżyca :).
To lubię.




Jak się Wam podoba zajawka? :)

środa, 19 października 2016

5 pomysłów na jesienne zabawy








Nie bardzo lubię jesień. 


Od lat cierpię na chroniczny brak słońca i ciepła, a lato dla mnie zawsze za krótkie :).

Mając w domu dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym trzeba jednak zacisnąć ząbki, ubrać ciepło i poszukać odrobiny słońca w tym ponurym, pochmurnym czasie.
Szczególnie w wolny od zajęć szkolnych i przedszkolnych weekend. ;)
A jak już człowiek wyjdzie i się porządnie rozejrzy to się okazuje, że jesień wcale nie jest taka zła...


I dlatego warto mieć dzieci! :-)



Gdyby ich nie było to w wolny,  pochmurny weekend siedziałabym najpewniej w domu, czytała w łóżku książki i nadrabiała zaległości filmowe i utrwalałabym w sobie przekonanie, że jesień jest zła zła zła i najlepiej to ją przespać. :)

A można na przykład pójść na długi, cudny jesienny spacer.
Nazbierać z dzieciakami bajecznie barwnych liści, kasztanów i innych jesiennych cudów.

czwartek, 13 października 2016

"Ostatnia Rodzina " - inaczej.



kadr z filmu "Ostatnia Rodzina"


Nie planowałam pisać nic na temat tego filmu ( miał być w końcu designerski post o meblowaniu się w nowym tymczasowym mieszkaniu ;)), ale skłonił mnie do tego ogrom przeczytanych recenzji z którymi się


nie utożsamiam.


poniedziałek, 26 września 2016

Jak świadomie nie zostałam minimalistką







Jakiś czas temu znalazłam stary tekst , jeszcze z czasów studenckich czyli z 50 lat temu, he , żartuję.
Tekst jest z 2004 roku , czyli jeszcze sprzed Internetów jakie znamy, a przede wszystkim sprzed wielkiej mody na MINIMALIZM ( szczególnie wśród blogerów :))


O MINIMALIZMIE SUBIEKTYWNIE pisałam już kilka tygodni temu , a dziś stary tekst mówiący o tym jak konsekwentnie dążyłam

drogą nie-minimalisty. :)

poniedziałek, 12 września 2016

Jak zgubić się w kaszubskich lasach cz.2





Wakacje minęły i coraz mniej okazji do spontanicznych wypadów (szczególnie dla tych co na co dzień pełnią rolę luksusowej taksówki dla własnych dzieci :)).

Obiecałam Wam jakiś czas temu dokończenie relacji z pierwszej części "gubienia się w kaszubskich lasach", może się komuś przyda na kolejny - ponoć bardzo ciepły - weekend.

Po zupełnie nieoczekiwanym "odkryciu" i zwiedzeniu kościółka w malowniczych i słodkich :) "Lizakach" poturlaliśmy się dalej - mąż  z miną zwycięzcy ( " A nie mówiłem, że warto wyleźć z chałupy?"), a ja z lekkim poczuciem winny za wcześniejsze marudzenie.
Nie ujechaliśmy daleko gdy naszym oczom ukazała się


żuławska chata z charakterystycznym podcieniem.



I to w samym sercu Kaszub!.
Drewniana, na kamiennej podmurówce z typową ryglową wystawką wspartą na drewnianych filarach.

Uznałam to za nadprzyrodzone nagromadzenie estetycznych podarunków jak na jeden dzień i zaczęłam podejrzewać, że nasze zgubienie się lesie wcale nie było przypadkowe..

Bo nie wiem czy Wam mówiłam ( niektórym na pewno :)), że ja w takiej żuławskiej chacie to planowałam się urodzić, dojrzeć, powić moją 5 dzieci, spokojnie się zestarzeć i jako uśmiechnięta staruszka otoczona wianuszkiem wnuków i prawnuków zejść ( z tego świata ).
Ze wszystkich atrakcji pozostały mi już chyba tylko te 2 ostatnie ;).

sobota, 27 sierpnia 2016

Jak zgubić się w kaszubskich lasach



Kościół pod wezwaniem Św. Judy Tadeusza w Lizakach                                                            Foto : Design Your Home with me

Dzisiejszy wpis będzie dowodem na to, że każdy źle rozpoczęty, pochmurny, deszczowy i marudny dzień może zakończyć się inaczej niż się zapowiadał :).




Kilka dni temu, w taki właśnie dzień mąż zarządził wycieczkę krajoznawczą


po Kaszubach.



Marudziłyśmy strasznie, bo po pierwsze padało, po drugie  się nie wyspałyśmy, ( bo sąsiedzi znów urządzili 2-dniową imprezkę, ach to niegdysiejsze, niemieckie Totenstille!  - miało chyba jednak jakieś plusy :)  ), a w dodatku sporządziłam listę WAŻNYCH spraw  i właśnie miałam zacząć ją realizować.

A tu masz ci los!

Mąż się uparł, porwał nas nadąsane i naburmuszone i wywiózł hen daleko w kaszubskie lasy.
Widać odezwał się w nim stary wagabunda, bo ku jego wielkie uciesze udało mu się nawet w tych lasach zgubić.

Przyznaję, że byłam mocno niezadowolona, bo ja takie gubienie się w lasach bardzo lubię i jestem zawsze chętna, ale jak mam lat od  18 do 28, a może nawet i więcej, ale za to jak nie siedzą za mną w samochodzie dwie nadąsane panny lat 4 i 9 - wiecznie gotowe ( pod byle pretekstem)  rozpocząć 3 wojnę światową i wydające z siebie dźwięki jakich cywilizowany świat nie słyszał.

środa, 24 sierpnia 2016

Polska pachnie




Jabłka z naszego wakacyjnego, tymczasowego ogrodu :)


Powoli "odpoczywamy" sobie po trudach podróży i oswajamy na nowo z Polską.

Pierwsze co mnie mocno zaskoczyło to to, że


 Polska pachnie




Oczywiście, bywa, że i śmierdzi np. nasze gdańskie podwórko w ogóle się nie zmieniło przez te 3 lata i nadal cuchnie uryną ( szczególnie o tej porze roku : turyści + autochtoni + upał + piwo + wino + inne trunki). :).

Ale zasadniczo Polska pachnie.

Mieszkaliśmy ostatnie 3 lata na niemieckiej, bardzo malowniczej wsi, niedaleko krzaków bzu na ten przykład i one niemal w ogóle nie pachniały!
Otwierałam okno, a nawet okno tarasowe, w sensie takie na 2 metry, zaciągałam się i...
 nic.
A bez bujny dosłownie 10 metrów od domu rósł.
Kiedyś nawet obudził się we mnie dziennikarz śledczy i pożyczyłam od męża drabinę, postawiłam pod bzem, wdrapałam się na 5 szczebel i zaczęłam z bliska wąchać.
Zerwać się jednak nie odważyłam bo w Niemczech nie bardzo można. Tzn. nie ma oficjalnego zakazu, szczególnie jak bez "niczyj", ale nie uchodzi i nie wypada, bo to nie Twoje i nie rusz.
Boś burak, cham albo inny emigrant.

Tak się tam stresowałam, że nawet dzieciakom kwiatków polnych na wianki zrywać nie pozwalałam.:) Kwiatki to się kupuje w tym sklepie na wielkie" L ", albo "A", a czasem na "E "a nawet na "G" .
hehe
Wracając do bzu, stałam na drabinie i wąchałam i jakby, jakby coś tam delikatnie poczułam!

wtorek, 23 sierpnia 2016

Dom





Miałam małą przerwę, ale chyba mi wybaczycie, bo powód był naprawdę ważki. :).

Pisałam Wam w poście "Widok z okna", że żegnamy się z naszym obecnym miejscem zamieszkania .
Pożegnaliśmy się nie tylko z miejscem - domem w którym przebywaliśmy ostatnie 3 lata, ale i krajem.

Pożegnaliśmy się z życiem na emigracji, które szczególnie w ostatnim roku mocno nas wszystkich zmęczyło.
Może jak w tej starej emigranckiej piosence : zbyt długo śpiewał nam ten obcy wiatr...:)

środa, 20 lipca 2016

Projekt salonu - kilka wersji



Zdarza mi się czasami robić porządki na dyskach  choć to praca jest syzyfowa , bo codziennie zapisuję kilkadziesiąt nowych plików  :) ( i bądź tu minimalistką ! ).
I właśnie dzisiaj podczas takiego porządkowania natrafiłam na  projekt apartamentu pokazowego sprzed 4  a nawet  3 lat - prace projektowe trwały tak długo, że na końcu nie mogłam sobie przypomnieć jaką stawkę za nie ustaliłam  :).
Pamiętam za to, że projekt ów  bardzo mocno mnie zmęczył.
Szczerze mówiąc to nawet nie wiedziałam, że aż tak bardzo, bo zupełnie nie pamiętałam przynajmniej połowy z wykonanych wersji projektowych dotyczących min. części salonowo-jadalnianej   :).


Dosłownie " 50  twarzy  Salonu ".



Wszystkie miały bardzo podobne założenia, zmieniała się właściwie tylko kolorystyka + jakieś drobiazgi.
Dziś  pokażę Wam 46 z 50 wersji hehe, żartowałam pokażę Wam zaledwie 4 , ale i tak jest to chyba dość ciekawe ćwiczenie wnętrzarskie.

Przepraszam za jakość wizualizacji, ale sami rozumiecie... przy takim przerobie... nie chodziło chyba o realistyczne odwzorowanie rzeczywistości... A może?
Sama nie wiem . Trwało to tak długo, że już nie pamiętam. :)






Jest to idealny przykład na to jak kolor i akcent mogą zmieniać to samo wnętrze.





Jakby się ktoś jeszcze nie domyślał :) wersje miały być 2 :

- spokojna :) -  drewno, biel, szkło, czarne akcenty
- nieco żywsza :) - drewno , biel, akcenty niebieskie i żółte  ( to był rok 2013 , sami rozumiecie - teraz na bank do niebieskich akcentów o trochę innym odcieniu dołączyłby pudrowy róż :)).

poniedziałek, 18 lipca 2016

"Betonowy ogród" Ian McEwan








A ja dziś do Was z książką , która kojarzy mi się jak najbardziej z latem i to dusznym i parnym. :) Choć na pewno nie jest typową wakacyjną lekturką .
Tak się złożyło, że nie czytałam do tej pory McEwana, wiedziałam, że to może być "moja" proza, ale ciągle było nam nie po drodze...
Aż ostatnio na allegro kupiłam jak zwykle okazyjnie ( o kupowaniu na allegro pisałam TU)



"Betonowy ogród."




Trochę mnie zawiodła jego objętość - zdecydowanie wolę " grubaski ", a tu jakąś kilkudziesięciostronicową broszurę przyniósł mi listonosz. Phi!
To zdecydowanie jedyny minus kupowania książek na aukcjach - nie widzisz książki, nie możesz jej przed zakupem przekartkować i obwąchać :) .

środa, 13 lipca 2016

O minimalizmie subiektywnie






Są takie trendy, które mnie osobiście mocno irytują.

Nie  z zasady i nie od razu, tylko powoli z miesiąca na miesiąc w miarę zagęszczania się atmosfery i internetów danym trendem.

Chyba każda idea, myśl, która staje się masową ulega dziwacznym modyfikacjom, wypaczeniu i niebezpiecznym uproszczeniom.

I tak według mnie dzieje się z trendem, który od lat robi zawrotną karierę czyli z


minimalizmem.



Co któryś blog na którego sobie przypadkowo wejdę głosi hasła minimalizmu . 
I w tytule i w podtytule  i  w postach i w kategoriach ;  capsule wardrobe, slow life,  slow parenting, slow food , slow fashion, slow love, slow working , slow thinking :)...duuużo obcych słów ...

poniedziałek, 11 lipca 2016

Widok z okna

Powoli żegnamy się z miejscem w którym mieszkaliśmy ostatnie 3 lata.

Dla niektórych członków naszej rodziny oznacza to ,że więcej niż połowę swojego życia tu spędzili :)

Mnie chyba najbardziej będzie brakować widoku z naszego salonowego okna...
Codziennie innego :).



majowa burza - widok z okna:



Majowe kwitnienie



piątek, 1 lipca 2016

Blokowiska 2








Straszyłam Was  jakiś czas temu we wpisie BLOKOWISKA cz.1 , że będę do tego  tematu ( zabudowy osiedlowej) powracać :) .
I oto jestem z kolejnym ( niestety nie ostatnim! :)) wpisem poświęconym temu zagadnieniu .

piątek, 24 czerwca 2016

Sztukoterapia



Foto: Design Your Home with me                                                                      


Sztukoterapia dla dzieci i nie tylko 




Nie wiem jak wygląda terapia w polskich szpitalach psychiatrycznych, ale wiem za to jak wygląda w niemieckich. 

Nie,  jeszcze sama nie korzystałam z jej dobrodziejstw, :) ale za to jak studiowałam to podczas wakacji wyjeżdżałam do pracy do niemieckiej kliniki chorób wszelakich (w tym psychicznych )i tam właśnie miałam okazję przyjrzeć się takiej terapii z bliska...

Mnie, wtedy  studentkę  gdańskiej ASP zachwycił niemiecki oddział psychiatryczny :) właśnie ze względu na duży nacisk jaki kładziono na terapię sztuką.

Pacjenci całymi dniami byli jej poddawani ( czy się jej poddawali to już inna sprawa ;)).
A do dyspozycji mieli wszystko czego dusza zapragnie.

Malowanie, rysowanie wszelkimi technikami i za pomocą wszelkich dostępnych materiałów to pikuś. Mnie najbardziej zachwyciła pracownia ceramiczna z własnym piecem do wypalania, mała drukarenka i introligatornia, warsztaty tkackie i wiele innych. Raj dla studenta ASP i każdego rękodzielnika.
Szkoda tylko, że ja po tych warsztatach i pracach jedynie sprzątałam , a nie mogłam w nich uczestniczyć. :)

środa, 15 czerwca 2016

Pieskie życie naszych dzieci



Rys. Design Your Home with me                                                                               


Jak tak czasem patrzę na te moje dziewczyny  to mi ich  żal...



Niby mają przeróżne zabawki, domki dla lalek , lego, sikające bobasy, gadające laptopy, brokaty, błyszczące naklejki, kolorowe papierki ( a nie złotka od czekoladek jakie zbierało się za moich czasów),

na rower nie muszą czekać do I Komunii :) ( tu gdzie mieszkamy, brak roweru to jest naprawdę duuuże zaniedbanie, porównywalne z posiadaniem dziecka ze sczerniałymi  jedynkami :)) .

Mają dodatkowe zajęcia dostosowane do zachcianek i talentów, książki pięknie zaprojektowane, materiały edukacyjne każdej maści, zagraniczne wycieczki - jednym słowem mają wszystko to, za czym tęskniły dzieciaki wychowane w latach 70/80- czyli te z mojego pokolenia ( ale i na pewno wcześniejsze i nieco późniejsze również ).

A przede wszystkim mają najbardziej  deficytowy towar z PRL-u i pierwszych lat  dzikiego kapitalizmu w Polsce  czyli

wtorek, 7 czerwca 2016

Grafika na ścianę










Dziś krótko bardzo, bo pracy trochę a w dodatku od 2 dni nie pada !
Juuuppi!

Słońce jak balija ( jak mawiał mój ojciec, gdy byłam mała . Swoją drogą muszę się z Wami kiedyś podzielić powiedzonkami mojej babci , mamy mojego taty. Wprawdzie babci  niemal nie pamiętam, ale  na szczęście kuzynka, która z nią mieszkała dużo z tych powiedzeń zapamiętała i się ze mną nimi podzieliła :). Teksty warte Nobla.;))

A więc u nas słońce jak balija i trzeba z tego korzystać. Czy ja już mówiłam, że od października czy listopada, pada u nas niemal non stop?

Jak widać słońce jak balija mocno  w koncentracji  przeszkadza :)...
Ale już,  już wracam na ziemię ... To o czym to ja dziś miałam ?....

Szukałam ostatnio jakiejś ciekawej grafiki wielkoformatowej, ewentualnie tapety na jedną ze ścian w mieszkaniu projektowanym na wynajem.

piątek, 3 czerwca 2016

Nauka czytania








Kilka lat temu, aby wspomóc moją Starszą w nauce czytania (do której sama się rwała mając 4,5 roku), zrobiłam gierkę edukacyjną z prostymi 2-sylabowymi słówkami.

Wtedy na naszym polskim rynku, mało było tego typu pomocy dla małych dzieci próbujących czytać, więc moja gro-układanka została z nami na dłuższy czas.

Ostatecznie nawet z nami wyemigrowała i właśnie parę dni temu młodsze dziecię ( też niemal dokładnie 4,5 -letnie)  się nią zainteresowało.

środa, 1 czerwca 2016

Darmowa grafika do pobrania


Z okazji Dnia Dziecka mam dla Was taką oto słodką darmową grafikę do pobrania wraz z życzeniami :) dla Was i dla Waszych ewentualnych dzieci. :)






Aby pobrać grafikę proszę kliknij w ten link:

MIŚ DO POBRANIA

wtorek, 31 maja 2016

Seriale z Twojego dzieciństwa, które mogą spodobać się Twoim dzieciom

Rys. Design Your  Home with me

Jak już wspominałam w jednym z poprzednich wpisów:  "Zamienię telewizor na duży rodzinny stół", telewizji się w naszym domu od lat nie ogląda, ale to nie znaczy, że nie oglądamy filmów czy bajek...

Oglądamy i to nawet sporo i próbujemy zawsze takie wspólne oglądanie celebrować.
Są więc i smakołyki, samorobne ! , chałupa wysprzątana :) , dzieci w gajerkach :)
Żartuję, ale wspólne oglądanie filmów to jedna z ulubionych rozrywek dzieci i panuje świąteczny nastrój. :)

Jakiś czas temu wpadłam na pomysł by pokazać dzieciarni co mama oglądała jak małą dziewczynką była.
Zastanawiałam się czy załapią klimat moich ulubionych seriali, bo wprawdzie czasem pytają co to jest ten PRllllllll, ale lata świetlne dzielą ich pokolenie od mojego.

Na początek pokazałam im wprawdzie nie polski,  a czeski serial, ale w tamtych czasach socjalistyczna Czechosłowacja bardzo przypominała socjalistyczną Polskę :) , także mogły nieco zaznajomić się z klimatem. .



1 . Arabela




Reżyseria :  Václav Vorlíček
Produkcja : Czechosłowacja , 1978-1980