środa, 31 maja 2017

Podsumowanie maja




Ostatnio coraz częściej spotykam się na moich ulubionych blogach z cyklami-podsumowaniami i pomyślałam sobie, że dlaczego by nie wprowadzić takiego comiesięcznego rytuału u siebie (np każdego ostatniego dnia miesiąca) :).


Zaczynam dziś - 31 maja - z podsumowaniem mojego ulubionego miesiąca w roku:






Maj sam w sobie jest bardzo inspirujący; ta mnogość kwitnienia, kolorów, zapachów, zmian pogodowych (Szczególnie w tym roku - śnieg, a kilka dni później upały).

W związku z tym, że wiosna nam się nieco zapóźniła  maj mieliśmy wyjątkowo obfity w atrakcje przyrodnicze.
Na początku moje ulubione kwiatki - niezapominajki, potem upajający widok rzepakowych pól i obłędnie intensywny zapach kwitnącego bzu.














No i wyjątkowo-  w maju - zaczęliśmy tegoroczne plażowanie :). O czym pisałam ostatnio TU.
A morze to nadal źródło ożywczej energii (również twórczej).







Sam Gdańsk, nieustannie mnie inspiruje ;). Szczególnie po 3-letniej przygodzie emigracyjnej, a już Gdańsk majowy i kwitnący to naprawdę zmysłowa bomba.:)



Widok z naszego okna w maju :


ten sam widok z okna w styczniu ;):





Inspirowały mnie też drobne rzeczy:

Na przykład wzmożony ruch turystów w kamienicy na przeciwko naszego mieszkania.
W związku z tym, że patrzymy sobie wzajemnie w okna ( ja w monitor, który mam ustawiony przy oknie) chcąc nie chcąc jestem świadkiem ich intensywnych wakacji w Gdańsku :).

Patrząc na to ile alkoholu można wypić w przeciągu kilku dni, nie wychodząc praktycznie z wynajętego mieszkania ( ja rozumiem, że jak się zapłaciło ciężkie euro za dobę wynajmu trzeba to maksymalnie wykorzystać ;)) to zawsze odczuwam potrzebę wyjścia z chałupy i eksploracji miasta (tak dla równowagi ;)).
To były inspiracje ogólne, a teraz przejdę do bardziej szczegółowych :



Cały maj czytam biografię  Tomasza Beksińskiego napisaną przez jego wieloletniego znajomego Wiesława Weissa



"Tomasz Beksiński. Portret prawdziwy".




Opasłe tomisko liczące 736 stron  i obfitujące w rzetelne relacje bliższych i dalszych znajomych, fragmenty listów, audycji Tomasza, tłumaczonych przez niego tekstów, pisanych ( po angielsku ) wierszy itd.

Ten portret "młodego " Beksińskiego  wydaje mi się pełniejszy w stosunku do tego, który nakreśliła Pani Grzebałkowska ( jej książeczkę przeczytałam wcześniej ) i bardziej prawdziwy od tego, który został ukazany w filmie "Ostatnia rodzina" o którym  pisałam Wam jakiś czas temu w poście " Ostatnia rodzina  - inaczej ".





Oprócz faktów związanych z życiem Tomasza otrzymujemy również fascynującą relację kształtowania się polskich audycji  radiowych, prasy muzycznej ( i generalnie całego rynku muzycznego od płyt winylowych po kompakty, wraz z opisem giełd muzycznych i wszelkich innych kanałów dystrybucji) lat 80-tych i 90-tych, co było dla mnie niezwykle ciekawe, bo radio było dla nas kiedyś tym czym jest obecnie internet ( choć nie było tak interaktywne).

Gorącą polecam wszystkim te lekturę nie tylko jako biografię człowieka niezwykle wrażliwego, w wielu aspektach wręcz "przewrażliwionego",oddanego bezgranicznie swej pasji, kogoś kto w swych romantycznych miłosnych oczekiwaniach kompletnie rozminął się z epoką w której przyszło mu żyć , ale też właśnie jako lekturę "społeczno-obyczajową" o Polsce lat 80-tych, 90- tych  i przełomu wieku XX i XXI. :)










Mąż mi czytał przez cały miesiąc wiele rzeczy :), ale najczęściej


"Dzienniki " Stefana Kisielewskiego.



Z tych zasłyszanych fragmentów wyłania się fascynująca lektura  - często  gorzka, bolesna, ironiczna  i zadziwiająco aktualna (!) analiza życia politycznego i społecznego w PRL.
Jak dla mnie "Felietony" Kisielewskiego a także "Dzienniki" to obowiązkowa lektura dla każdego ambitnego ;) blogera.








W tym miesiącu absolutnym hitem okazała się książeczka, którą Najmłodsza przytargała z przedszkola w ramach książkowej wymiany przedszkolaków, a mianowicie :







Nawet nie wiem jak Wam opisać to, co w niej znalazłam.

Zbiór baśni z regionów byłego Związku Radzieckiego.
Zupełnie inny świat od świata bajek nam na co dzień znanych - "zachodnich" :).
Opowieści  po pierwsze były zaskakujące, prowokujące do dyskusji po zakończeniu lektury, każda z mniej lub bardziej wyrazistym morałem, często nieprzewidywalne no i podszyte absurdalnym humorem.
Mało było w nich przemocy za to dużo prawdziwego życia, również  trudnych tematów : o przemijaniu, starości, śmierci.

Często miały smutny wydźwięk, ale przez to były bardziej naturalne i jakby bliższe człowiekowi.

Trochę kojarzyły mi się z estetyką japońską ... ("umieranie jest piękne").

I co najważniejsze dziewczyny słuchały jak zaczarowane.
Nawet Najmłodsza, która jest generalnie przebodźcowana i ma często problemy ze skupieniem uwagi podczas wieczornego czytania.

Słuchała również Starsza , która sama pochłania lektury z prędkością światła i rzadko uczestniczy we wspólnym  czytaniu baj - ale dla rosyjskich zrobiła wyjątek.






Kina nie było w tym miesiącu, bo każdą wolną chwilę spędzaliśmy nad morzem.
Za to wieczorkami puszczałam sobie przed snem pięknie narysowaną animowaną historyjkę autorstwa


Kasi Wilk "Bear Me"



o dziewczynie i misiu.
Jakoś nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to opowiadanie zakochanej kobiety na temat wielce toksycznego związku z misiowatym Panem ;).






Zobaczcie koniecznie ;).
Jest cały serial !




Najbardziej  w tym miesiącu lubiłam słuchać dobrej muzyki granej na żywo, na przykład na ulicy.
Ale trzeba przyznać, że jest to rarytas.

Ładna pogoda sprzyja, niestety, wyłażeniu na starówkę różnej maści niespełnionych grajków/wyjców, aż czasami  zęby bolą  jak się na takich przypadkowo wpadnie ;).

Może z 3, 4 razy udało mi się trafić w naprawdę fajną muzę ( a biegam po tzw. "starym mieście" z racji miejsca zamieszkania i prowadzenia dzieciaków do różnych placówek, no i wiadomo - jedzenia z nimi lodów - kilka razy dziennie).
Niezmiennie moimi ulubieńcami są

ROUTE 11


3 młodych chłopaczków określających swoje granie jako funkowy groove :).
W internetach ich mało, a szkoda, bo stać na ulicy z reguły czasu nie mam. No i ciężko na nich trafić :)






Tu akurat cover, którego w oryginale nie lubię, a to wykonanie i owszem. ;)
Mają też swoje - bardzo ciekawe kawałki.
Mam nadzieję, że jeszcze o nich usłyszymy. ;)


W domu przez jakiś tydzień słuchałam sobie do pracy : Julii Pietruchy.
Nie jest to do końca MOJA muzyka, ale po prostu pasowała mi do tego majowego  kwitnącego, bujnego klimatu.

Jak Wam się podoba moje majowe podsumowanie?
Co WAS inspirowało w maju?

12 komentarzy:

  1. Widok z okna...mega!!! :) Zimą wprost jak z Władcy Pierścieni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo się działo u Ciebie w maju, super!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię takie zestawienia. A u Ciebie jest co poczytać

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż za owocny maj! Mnie udało się przeczytać tylko cztery książki, co jest wynikiem marnym, aczkolwiek biorąc pod uwagę ilość czasu - jestem zadowolona ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie podsumowanie zawsze sa ciekawe.faktycznie, maj w tym roku zaskoczyl chyba wszystkich;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdroszczę czytania
    Książek przez męża 🙂 Mój kiedyś mi czytał, a teraz wymiguje się, jak może 🙂 Co do maja - to był intensywny, i pod katem pracy, i rozwoju, i zmian, i planowania 🙂 Pewnie dlatego wakacje w tym roku zaczniemy wcześniej. Trzeba naładować akumulatory ❤️

    OdpowiedzUsuń
  7. Mąż czyta Ci książki? Zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Burza dobrego, świetne zestawienie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zwykle - mol książkowy skupił się na książkach - i rosyjskich bajkach dla dzieciaków i lekturze męża :D
    A ogólnie - fajny pomysł na wpis :) Pierwszy raz o takiej opcji czytam - ale już mi się podoba :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Piekne, wrecz uspokajajaco dzialajace zdjecia :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Widok zimowy z okna przepiękny - faktycznie trochę miasteczko z powieści fantasy :)
    Ja do Trójmiasta wybieram się z reguły późnym latem lub wczesną jesienią, kiedy jeszcze jest ciepło, ale ludzi powoli ubywa i można spokojnie odpocząć.
    Maj to rzeczywiście inspirujący i obfitujący w zmiany miesiąc, mój też był udany. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. To majowe natężenie bujności chyba mnie w końcu przytłoczyło. Uwielbiam rzepak, niezapominajki i wszystkie inne kwiaty, ale tego w maju jest tyle, że już dłużej nie mogłabym tego znieść. :D Dlatego cieszę się, że jest już czerwiec i nareszcie truskawki. No bo kwiatami się w końcu nie najesz? ;)

    OdpowiedzUsuń