wtorek, 9 maja 2017

Minimalizm nie taki zły










Po ostatnim chorobowym i świątecznym maratonie ( roboczo przez nas nazwanym "chorobówką" zamiast majówki) z zasmarkaną i wiecznie wojującą ( wiem, wiem trenują przed wyjściem w " dżunglę ", ale weź to Matko i Ojcu przeżyj ;)) dzieciarnią w domu  - odszczekuję wszystko to, co napisałam na temat niechęci do minimalizmu (TU i TU).


A co.


Tylko krowa zdania nie zmienia.



Mam tak dość wszelkich walających się to tu i tam - trudnych do zidentyfikowania ( żyje to czy już zdechło?) pamiątek z plaży i lokalnych spacerów;
liści, drewienek, kijków, muszli, które raz po raz rozdeptuję ku wielkiej rozpaczy Najmłodszej( dość krótkotrwałej bo okazuje się, że ze sproszkowanej muszli można ugotować pyszny obiadek ),rysunków, obrazków, karteluszków, kikutów makiet z papieru, plasteliny, ciastoliny i tych wszystkich INNYCH drobiazgów NIE-DO-WYRZUCENIA.




Do tego 3 w porywach do 5 napoczęte "genialne" :) lektury męża, których nie można odłożyć na półkę, bo "właśnie" je czyta :), nasze gazety, moje rozpoczęte prace malarskie i rysunkowe, kredki, farby, pędzle, ołówki, wiszące tu i tam bieżące inspiracje projektowe, różnej maści projekty, plannery i inne bajery - wszystko to razem powoduje, że pomimo ciągłego sprzątania


żyjemy w chaosie



( inni mówią na to " twórczy bałagan" :)) i naprawdę nie wiem jak nad tym zapanować.

Dodam, że właściwie tylko mi to przeszkadza. Haha.
A członkowie rodziny wściekają się wręcz jak wkraczam na ICH terytorium ze swoją manią porządkowania.
( "Mamo! dlaczego znów posprzątałaś na moim biurku! Nic nie mogę znaleźć!").

Jednym słowem z przyjemnością wyniosłabym się na miesiąc do takiego wnętrza jak TO na górze, by trochę odpocząć od naszego rodzinnego,


codziennego nadmiaru treści.




Stonowane kolory, bez kontrastów, wszystko praktycznie w podobnym odcieniu, minimum sprzętów do porządkowania - jedynie łóżko z miękkimi poduchami bez wyraźnych ( bombardujących zmysły ) wzorów, zero obrazów i innych ozdób na ścianie, maksymalnie jeden kwiat, najlepiej taki, którego nie trzeba zauważać ( zamiast mojej domowej dżungli, która wymaga codziennej pielęgnacji) i stos książek (zaległych!) pod ręką.
To mój ideał na dziś !

Zasadniczo,jako gatunek dążymy do równowagi .



I lubimy być tam gdzie nas nie ma.



Haha.

Ostatnio bardzo lubię oglądać projekty pracowni OPORSKI ARCHITEKTURA

Te przestrzenne,pozbawione ozdobników i właśnie TREŚCI pomieszczenia, często bez wyraźnej dominanty, sprowadzone głównie do podstawowej funkcji; sypialnia to łózko i tyle, kuchnia to bezuchwytowe, zamknięte szafy, blat roboczy i stół do konsumpcji -



działają na mnie kojąco.




Żadnych rozpraszających fikuśnych lamp, foteli po prababce, dzieł sztuki różnej maści, feerii wzorów, kolorów i faktur.



Tylko funkcja, przestrzeń i rozproszone światło.




I dla mnie właśnie to światło wypełnia przestrzeń treścią.
Światło sączące się z jakichś szczelin, powodujące miękkie cienie na ścianach i sprzętach, niemal teatralne światło przebijające się zza mlecznych przegród szklanych..
Chętnie posłużyłabym się  przykładami - prosiłam nawet Pana Oporskiego o pozwolenie na wykorzystanie jego projektów jako ilustracji do wpisu na temat minimalizmu, ale nie uzyskałam konkretnej zgody (przypuszczam,że mój blog jest za mało POWAŻNY ;))więc pozostaje mi tylko linkowanie do jego pracowni.

Niech żałuje. ;)
A taką mu ładną laurkę wystawiłam.

Kolejną pracownią, której prace lubię sobie ostatnio przypominać jest TAMIZO ( szczególnie projekty sprzed kilku lat).

A Wy jakie macie ulubione pracownie "minimalistyczne"?
Podeślijcie głodnemu. :)

PS A to,że często marudzę na wnętrza minimalistyczne ( ale tylko te fatalnie zaprojektowane ;)) wcale nie znaczy, że  nie projektuję/nie projektowałam wnętrz w tym stylu.
Był czas, że to był mój projektowy ideał (zanim dowiedziałam się jak wygląda NORMALNE życie, szczególnie rodzinne:)).

15 komentarzy:

  1. Ostatnio oglądam nie tylko blogi ale i vlogi na temat minimalizmu. Aż korci wdrożyć to u siebie,z tym że miałabym dylemat odnośnie pamiątek sentymentalnych.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja byłam fanką minimalizmu zanim stało się to modne i nawet nie miałam o tym pojęcia :D Jedyna kwestia w której nie prowadzę minimalizmu to strefa kosmetyczna, ale pewnie wszystkie kosmetykomaniaczki mnie zrozumieją :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem wielką fanką minimalizmu, ale jakoś nie mam chęci by posprzątać ten "twórczy bałagan" na biurku ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja lubię minimalizm i kiedyś faktycznie go w swoim otoczeniu bardzo pilnowałam i przestrzegałam. Teraz przy dziecku jest to zdecydowanie trudniejsze - ponieważ zabawki i inne gadżety rozpleniły się po całym naszym mieszkaniu i opanowały nie tylko dziecięcy pokój ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubie minimalizm ale sa rzeczy z ktorymi nie potrafie sie rozstac np dekoracje :D

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie minimalizm jest mieszany. Muszę mieć dużo miejsca, ale nie mogę się pozbyć takich pierdułek, jak lampeczki, szafeczka, wieszaczek...

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie się wydaje, że własnie te wszystkie książki, obrazki, lekki nieład nadają charakter naszemu wnętrzu i sprawiają, że czujemy się w nim jak w domu, bezpiecznie i spokojnie. Oczywiście nie do przesady bo wtedy ten "nieład" zmienia się po prostu w burdel. Co przy dzieciach akurat jest akurat nieuniknione, wiem po sobie :) Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  8. ja w pokoju lubię mieć przestrzeń, ale minimalizm to nie jest do końca moja bajka , choć kto wie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. O jej, opis Twojego chaosu brzmi jak opis mojego :D
    Te malowania, farby, pędzle w szufladzie ze sztućcami, piramidy książek przy łóżku. Galeria na lodówce i mnóstwo pierdół.
    Tylko, ja część z tych rzeczy lubię.
    Z częścią planuję się rozprawić w najbliższym czasie, kiedy tylko trafi mi się wolny dzień, a o takie trudno.
    Minimalizm kiełkuje mi, ale w głowie. Żeby posiadać mniej rzeczy - nie kupować nowych, bo nie ma potrzeby (no. może oprócz książek, bo tych nigdy za dużo).

    Marzę o domu z białymi/ szarymi ścianami. Ale tego doczekam się chyba dopiero wraz ze zmianą wynajmowanego mieszkania. Może wkrótce ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja póki co nie mam jakiegoś pociągu do minimalizmu. Lubie się otaczać przedmiotami, antykami, przerażającą ilością donic z badylami :D
    Chociaż być może pomogło by mi to uporać się z bałaganem ;v

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja już od dawna praktykuję u siebie w domu taki minimalistyczne podejście do rzeczy i to się sprawdza! Dzięki temu łatwiej o porządek i odpoczynek ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapraszam do mnie. W moim mieszkaniu jest zdecydowany minimalizm, choć nie mogę powiedzieć, żeby bałagan się nie robił, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  13. Minimalizm to chyba nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie minimalizm wydawał się być suchy, ale z czasem zaczęłam dostosowywać go do swoich potrzeb i upodobań: przeładowany styl rustykalny z powodzeniem zastępuję minimalistycznym stylem rustykalnym, mniej a lepszej jakości; jest mi z tym lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Tez jestem zwolenniczka minimalizmu, łatwiej utrzymać porządek :)

    OdpowiedzUsuń