środa, 31 maja 2017

Podsumowanie maja




Ostatnio coraz częściej spotykam się na moich ulubionych blogach z cyklami-podsumowaniami i pomyślałam sobie, że dlaczego by nie wprowadzić takiego comiesięcznego rytuału u siebie (np każdego ostatniego dnia miesiąca) :).


Zaczynam dziś - 31 maja - z podsumowaniem mojego ulubionego miesiąca w roku:






Maj sam w sobie jest bardzo inspirujący; ta mnogość kwitnienia, kolorów, zapachów, zmian pogodowych (Szczególnie w tym roku - śnieg, a kilka dni później upały).

W związku z tym, że wiosna nam się nieco zapóźniła  maj mieliśmy wyjątkowo obfity w atrakcje przyrodnicze.
Na początku moje ulubione kwiatki - niezapominajki, potem upajający widok rzepakowych pól i obłędnie intensywny zapach kwitnącego bzu.






sobota, 27 maja 2017

5 idealnych zabaw na plaży




Ostatnio znów mniej mnie na blogu, a to dlatego, że jestem nie tylko
Matka Blogująca, ale też często Matka Pracująca,  Matka Ogarniająca Swoje Stadko, a przez ostatnie dwa tygodnie to jestem wreszcie



Matka Plażująca.




Tak, tak - sezon u nas w pełni i to dość nieoczekiwanie.
Na początku sypnęło śniegiem, a po trzech kolejnych dniach zaczął się lać z nieba żar :).

I tak z kozaczków i futer wskoczyliśmy w sandałki i letnie sukienki ;).
Po tak długiej i męczącej jesienio-zimie ( niemal bez wiosny!) postanowiliśmy korzystać ze słońca ile tylko się da.







Mieszkając w Gdańsku możemy w 15 minut ( samochodem :))  znaleźć się na najbliższej  plaży, ale my wolimy podjechać trochę dalej -  na naszą ulubioną Wyspę Sobieszewską, ewentualnie na Górki Zachodnie - równie piękne i pozbawione ( przynajmniej na razie) tłumów.

Podobno duża część gdańszczan nie korzysta z uroków mieszkania nad morzem, czego naprawdę zrozumieć nie mogę .
Wprawdzie dawno temu też kontestowałam morze - bo było za blisko i zbyt sztampowo, no i nudno :),ale to było 100 lat i parę chorób (przypuszczalnie w wyniku ciężkiego niedoboru wit D3) temu :)

Czy na plaży trzeba  leżeć i smażyć się w nieświeżym, własnym tłuszczyku jak serwowana w nadmorskich barach flądra?
Może i można, ale nie z moimi dziewczynami .
Z moimi dziewczynami to jest


ciężka,plażowa harówa :)


wtorek, 9 maja 2017

Minimalizm nie taki zły










Po ostatnim chorobowym i świątecznym maratonie ( roboczo przez nas nazwanym "chorobówką" zamiast majówki) z zasmarkaną i wiecznie wojującą ( wiem, wiem trenują przed wyjściem w " dżunglę ", ale weź to Matko i Ojcu przeżyj ;)) dzieciarnią w domu  - odszczekuję wszystko to, co napisałam na temat niechęci do minimalizmu (TU i TU).


A co.


Tylko krowa zdania nie zmienia.



Mam tak dość wszelkich walających się to tu i tam - trudnych do zidentyfikowania ( żyje to czy już zdechło?) pamiątek z plaży i lokalnych spacerów;
liści, drewienek, kijków, muszli, które raz po raz rozdeptuję ku wielkiej rozpaczy Najmłodszej( dość krótkotrwałej bo okazuje się, że ze sproszkowanej muszli można ugotować pyszny obiadek ),rysunków, obrazków, karteluszków, kikutów makiet z papieru, plasteliny, ciastoliny i tych wszystkich INNYCH drobiazgów NIE-DO-WYRZUCENIA.