sobota, 22 kwietnia 2017

Kup Pan projekt




Post sponsorowany *






Uwaga, dziś będzie bardzo poważnie, bo o
pieniądzach, życiowych wyborach i pracy architekta wnętrz.




Do pisania na ten temat skłoniły mnie ( prócz sponsora ;)) listy jakie ostatnio otrzymuję.
Przypuszczam, że ma to luźny związek z tym, że ośmieliłam się umieścić na blogu (na blogu ze słowem "design" w tytule! :)) kilka moich szczątkowych projektów wnętrzarskich.
I się zaczęło.


Na początku było nawet miło :

"...Piszę do Pani, bo bardzo podobają mi się Pani projekty, zdradzają dużą wrażliwość...","... Projekty, które Pani prezentuje wyglądają trochę jak obrazy... ","...Bardzo podoba mi się Pani styl.."

Miło? Miło. Każdemu by się podobało ;).
Nawet wołałam męża żeby mu poczytać jak sympatycznie o mojej pracy w tych internetach piszą..:).

Po akapicie z


peanami na moją cześć



następowało zazwyczaj przedstawienie problemu własnego, najczęściej wnętrzarskiego :):
"...właśnie zakupiłam wymarzony stary dom..", "po kilku latach starań otrzymałem kredyt na mieszkanie.."

Po nakreśleniu ogólnej sytuacji ( dom, mieszkanie, kredyt, żona/mąż, dwójka dzieci, kot, rybki oraz pies)przechodziliśmy do


sedna sprawy;



"...Niestety mój budżet jest bardzo ograniczony..",
".. Jeżeli stawka za projekt przekroczy moje skromne możliwości będę musiał (z bólem serca!) z Pani usług zrezygnować ( czego naprawdę bym nie chciał!)..",
 "...Wydaje mi się, że razem zdołalibyśmy stworzyć piękny projekt, ja miałabym swoje wymarzone gniazdko, a Pani satysfakcję, może nowych klientów i ciekawy projekt do zaprezentowania na blogu.."

?!?!?!!!

No, ja Was mocno przepraszam za ten nadmiar znaków interpunkcyjnych na górze, ale znów  się zbulwersowałam i przy okazji przed oczyma  śmignęło mi całe moje dotychczasowe zawodowe życie.

Niektórym wydaje się, że


zawód architekta wnętrz jest zawodem prestiżowym



tzn. takim z którym w pakiecie otrzymujesz uznanie/szacunek, pieniądze i czasem jako bonusik - sławę:).
Ja też tak myślałam.
Nie żeby mi szczególnie na tej sławie :) zależało, ale byłam przekonana, że wybór studiów na wydziale architektury i wzornictwa na ASP jest dobrym kompromisem dla kogoś kto mając zdolności plastyczne ( kierunkowe) pragnie wykonywać zawód wolny, artystyczny osiągając przy tym stabilność finansową.

Pomalować, rzeźbić, fotografować itp. i tak będę mogła.
Po "pracy". :)
Za którą mi rzecz jasna wszyscy godziwie zapłacą.

Gdzieś tam z tyłu głowy świtała wprawdzie myśl, że kontakt z tak różnym klientem  może być nieco stresogenny, że cały proces projektowy sprowadzać się może do czystego handlu  ( "Kup Pan ten projekt!").
Nie przyszło mi jednak do głowy, że tak naprawdę samego



projektowania w projektowaniu może 20%



będzie a reszta to czysty marketing!


W którym ogromną rolę odgrywać będą 3 hasła zaczynające się na literkę " a ":



  • autoprezentacja


  • autopromocja



  • asertywność



Ta ostatnia bardzo potrzebna choćby po to by nie wdawać się w zbędne dyskusje z autorami cytowanych na wstępie e-maili.

Albo po ty by nie robić setnej poprawki wizualizacji, gdy klient zmieni po raz kolejny kolor wazonu w projektowanym salonie ( w ramach stawki za standardowy projekt).

Albo, żeby nie wyceniać projektu po stawkach mocno promocyjnych licząc  na to że będzie dalsza owocna współpraca za ekwiwalent finansowy adekwatny do włożonego wysiłku.
Bo często tej współpracy nie będzie.
A jeżeli będzie, to klient zrobi wszystko by płacić  za projekt nadal mocno zaniżone kwoty ( "no bo to kolejna współpraca", "stały układ", "stary klient", "będę Panią polecał"  itd.)






Nie oszukujmy się  -  ludzie, którzy studiowali na Akademii Sztuk Pięknych (dostali się i przetrwali :)) nie są na ogół


rekinami biznesu. 



:)

To często ludzie wrażliwi ( nadwrażliwi :)) i aż boje się pisać dalej coby się nie zapędzić :).
Na pewno są mniej niż inni skoncentrowani na dobrach materialnych.
I na pewno jest im nieco trudniej odnaleźć się na rynku.

Oczywiście zdarzają się wyjątki, sama znam kilka przypadków połączenia dużych zdolności, wrażliwości artystycznej i smykałki marketingowej.
Tacy radzą sobie najlepiej.

Są jeszcze tacy, których życie i doświadczenie nauczyło podstaw marketingu :)(nieskromnie się do nich zaliczę :)), ale na pewno była to nauka bolesna i co tu dużo mówić - długotrwała.

Są wreszcie tacy, którzy związali się czy to zawodowo czy osobiście :) z marketingowcami :) i radzą sobie idealnie.
Ważne oczywiście, żeby był to związek partnerski, a nie na zasadzie wyzysku.
Nie jest tajemnicą, że na rynku wnętrzarskim istnieje sporo firm zarządzanych przez ludzi zupełnie z zawodem nie związanych, ale posiadających  adekwatne umiejętności marketingowe, "dostęp" do klienta :) i tym samym dobrych zleceń .
Wystarczy jeszcze tylko zatrudnić architekta wnętrz, najlepiej na umowę o dzieło, w stawkach mocno promocyjnych ( wiadomo - "stały układ" ) i już można zostać pierwszym wnętrzarzem w mieście :).





Mimo wszystko, gdybym miała raz jeszcze wybierać drogę życiową wybrałabym tę samą, może zmieniłabym tylko (znacznie szybciej) podejście do wielu spraw . ;)



Architektura wnętrz jest naprawdę pięknym zawodem, 




dającym mnóstwo satysfakcji ( często mniej pieniędzy ;)), sporo szans na nieustanny rozwój i idealnie by jeszcze było gdybyśmy mogli spotykać na swej zawodowej drodze również tylko "pięknych " ludzi. :)
Albo po prostu uczciwych.
Zasadniczo nie jest najgorzej, ale otrzymywanie e-maili takich o jakich wspomniałam na początku wpisu - mocno podważa moją wiarę w człowieka.
Okazujmy sobie trochę więcej szacunku na co dzień, a wszystkim będzie się lepiej żyło.

Ciąg dalszy na pewno nastąpi...

Sponsorem artykułu jest mój mąż - samozwańczy lider Zrzeszenia Partnerów/ek, Mężów/żon Architektów Wnętrz, Dekoratorów I Innych Zawodów Artystycznych. :)




26 komentarzy:

  1. Zawsze fascynował mnie zawód architekta wnętrz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto cenić siebie i swoją pracę. Wiele tzw. wolnych zawodów ma problem z klientami, którzy chcieliby wszystko za pół darmo, a najlepiej za darmo. Ale najważniejsze, to robić to co się lubi i mieć z tego przyjemność ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest. I nawet jak cenisz swoją pracę i siebie to raz na jakiś czas zjawi się ktoś, kto będzie próbował uzyskac od Ciebie jak najwięcej jak najmniejszym kosztem . Takie prawo dżungli ;)

      Usuń
  3. Często jest tak, że Ci co nie wiedzą nic o tym zawodzie myślą ze to czysta przyjemność.. Jak się okazuje to wcale nie taki łatwy orzech do zgryzienia. Życzę Ci samych miłych i dobrych klientów ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasadniczo jest to zawód bardzo przyjemny (jak się go lubi i czuje ), tylko czasem trafiasz na , właśnie - na kogo? Przychodzi mi jedno określenie "człekopodobnych".:)

      Usuń
  4. Podobny problem mają ludzie zajmujący się pisaniem tekstów, robieniem zdjęć. To niestety nagminne :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Warto sobie ustalić pewne zasady według, których pracujesz, jakieś minimum cenowe, poniżej którego nie schodzisz , no i konsekwentnie sie tego trzymać -wtedy jest łatwiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, wszystko ustalone już jakieś 10 lat temu hehe. Tylko Ci klienci czasami nie na czasie.. :)

      Usuń
  6. Ehh jak ja, jako grafik, dobrze to znam... Plus jako, że grafiki użytkowej potrzebuje się częściej niż projektu wnętrza, dostaję mnóstwo próśb od cioć, wujków, zapomnianych koleżanek z podstawówki o darmowy (po znajomości przecież, szkoda, że jak jestem ich znajomym to po znajomości nie chcą mi zapłacić więcej) projekt kartki ślubnej, plakatu dla syna do podstawówki, wizytówki czy obrazu (sic!) bo jak jestem grafikiem to przecież pewnie maluję olejem na desce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :). Wiesz, z tą rodziną i znajomymi to u mnie jeszcze pół biedy, jak się lubimy to czemu nie mam pomóc, ale jak mi obcy człowiek pyta czy nie chcę zrobić mu projektu za walutę o nominale - "satysfakcja" to jest to dla mnie już lekkie przegięcie. ;).Przypuszczam, że u Ciebie jednak znacznie więcej tych próśb o pomoc ze względu na charakter pracy : grafika. Można mieć dość. :) A znajomi " rewanżują się czasami? ;)

      Usuń
  7. Zawsze zastanawiam się, czy Ci sami ludzie, którzy piszą maile o takiej treści odważyliby się targować twarzą w twarz

    OdpowiedzUsuń
  8. To co opisałaś to tak zwany #klasyk. Sam miałem już takie propozycje "będziemy polecać", "przekażemy znajomym polecenie" i targowanie się za wszelką cenę. Czasami może warto trochę odpuścić z ceną jak projekt ciekawy, pytanie czy to potem nie wróci z odwetem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak projekt wart zachodu to oczywiście, że warto.. Czy wraca? Bywa różnie. Często potem zostajesz z danym kontrahentem i dalej "pracujesz" dla niego w tej samej stawce. Współpracowałam kiedyś z firmą z którą zaczynałam od stawek preferencyjnych ( bo fajny projekt a ja początkujący projektant)i około 7 lat zajęły mi pertraktacje finansowe hehe ( jest się tym rekinem biznesu),żeby w końcu zarabiać "normalne" pieniądze za projektowanie dla nich :). I tak nie żałuję współpracy, bo fajne rzeczy powstawały ;).

      Usuń
  9. Całe szczęście mam szwagra architekta, więc wszelkie projekty ustalam z nim :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój Piotr pyta jak można się zapisać do stowarzyszenia Twojego Męża :):)
    Pod tym co napisałaś podpisuję się rękami i nogami, niestety :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)Przedstawiłam sprawę Mężowi i właśnie skrobie się w głowę i myśli jak członkostwo w zrzeszeniu od strony organizacyjnej ugryźć ;).
      Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Nie znam się na pracy architekta wnętrz, na ludziach też w sumie nie. Wiem tylko, że społeczeństwo ogólnie nie docenia pracy, czasem własnej, ale przeważnie czyjejś. I tak na dobrą sprawę nie ma tego, jak zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem z przekonania pozytywistką :). Uważam, że coś tam można zrobić - dobrym przykładem.

      Usuń
  12. każda branża ma takie kwiatki, ludzie są niepoważni i tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zastrzeliłaś mnie tym wpisem. W życiu bym nie pomyślała, że można być takim burakiem... ciekawe czy projekt domu tez dostali za friko 😉

    OdpowiedzUsuń
  14. Jezu, serio tak jest w tym zawodzie?! Aż się nie chce wierzyć, że można takiego maila wysłać do kogoś!

    OdpowiedzUsuń
  15. Straszne rzeczy... Kto by pomyślał, że ludzie oczekują wielkich rzeczy od architekta, ale żeby tylko cena była niska... Niewiarygodne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasadniczo jest ok., ale zdarzają się sytuacje jak wyżej opisałam.. Trzeba o tym mówić i odpowiednio piętnować takie zachowania. :)Tzw. Praca u podstaw. hehe

      Usuń